stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog > Komentarze do wpisu
Wiedźmy

Kiedy żyje się w mieście, w dużym mieście pełnym latarni, wieżowców z rozświetlonymi oknami i innych źródeł sztucznego światła, łatwo zapomina się, co to jest ciemność. Wystarczy jednak pojechać dwieście kilkadziesiąt kilometrów na północny wschód, aby na mazurskim bezdrożu przekonać się na własne oczy i mdlejące serce, jaki świat potrafi być ciemny, jeśli się postara. Dwa lata temu w mazurskich okolicznościach przyrody (ja plus drewniana chata jęcząca przy byle podmuchu wiatru plus dwoje dzieci w wieku przedszkolnym, za które się jest odpowiedzialnym i które trzeba bronić, gdyby do drzwi zaczął dobijać się, powiedzmy, szaleniec z siekierą plus ciemny las wysokich sosen skrzypiących jak potępieńcy plus brak sąsiadów w promieniu... no, w promieniu wystarczająco dużym, żeby się bać) rozrywałam się książeczką dla dzieci Witches Roalda Dahla. Rozrywka to słowo mało adekwatne, bo Dahlowi udało się sprawić, że nerwowo wyglądałam świtu. Nie dawała mi spać pewna wiedźma o dziąsłach jak surowe mięso. Jakby mało było generujących strach okoliczności... A to niby tylko książka dla dzieci!

Jeśli nie wiecie o kim piszę, to znaczy, że Wasza edukacja w zakresie książek dla dzieci leży i wymaga podniesienia. Roald Dahl, urodzony w Walii syn norweskich rodziców, po piętnastu latach pisania dla dorosłych rozpoczął nowy rozdział w swojej karierze i zajął się tworzeniem książeczek dla dzieci. Zaczęło się tak, jak to się często zaczyna: od tworzenia opowiastek dla własnych córek. Po "Jakubku i brzoskwini olbrzymce" szybko przyszły kolejne: "Charlie i fabryka czekolady" (2 miliony egzemplarzy sprzedanych w Chinach!), "BFO", "Matylda" i wiele innych. Roald wierzył, że czytanie jest ogromnie ważną czynnością, a pisał tak, że stawało się ono jednocześnie czynnością niezmiernie przyjemną. Daleko mu do mdłych historyjek podszytych dydaktycznym fetorkiem; Dahl doskonale zdawał sobie sprawę, jak trudno jest utrzymać uwagę dziecka, swoje książki konstruował więc tak, żeby młodego czytelnika ani przez moment nie nudzić, żeby trzymać go w napięciu i wzmagać w nim apetyt na więcej i więcej lektur (choć nie pałałam do niego wielką miłością, kiedy przyszło mi na głos przeczytać 200 stron "Matyldy" niemal bez przerw). Nie oszczędzał dzieciom trudnych tematów, opowiastki Dahla pełne są obrazów przemocy, pogardy, oszustwa, dramatów rodzinnych... Nie brakuje okazji do tego, żeby się trochę pobać (co, jak widać w pierwszym akapicie, dotyczy nie tylko dzieci), ale nawet najsmutniejsze historie zawierają potężną dawkę ciepła (nie mylić z przesłodzonym ciepełkiem) i optymizmu.

Witches, znane w Polsce jako Czarownice, czy też w nowym wydaniu jako Wiedźmy, opowiadają o chłopcu, który dwukrotnie utracił dzieciństwo. Zaczynają się źle: narratorowi, ośmioletniemu Norwegowi mieszkającemu w Anglii, giną w wypadku rodzice. Zostaje sam z babcią, która niechętnie przeprowadza się ze Skandynawii, aby dziecko, zgodnie z życzeniem rodziców, wychowywało się w Anglii. Babcia to skała, w tym dobrym znaczeniu: bez względu na wszystko wnuk może jej zaufać i na nią liczyć. Staruszka uczy młodego, jak rozpoznawać czarownice, aby nie dać się im porwać i unicestwić. Wiecie, jak poznać czarownicę? Nie? To jak zamierzacie chronić swoje dzieci? Uważajcie teraz: czarownice noszą rękawiczki. Zawsze, nawet w upalny dzień, inaczej musiałyby odkryć swoje ostre pazury. Noszą peruki na łysych głowach i cały czas się pod nimi drapią. Nie mają palców u nóg, a ich ślina jest niebieska.

Młody wszystko to wiedział, a i tak nie udało mu się umknąć wiedźmom, które zamieniły go w mysz. Spokojnie - okazało się, że być myszą jest całkiem przyjemnie, w dodatku daje to duże możliwości w rozwoju kariery jako pogromca czarownic. Tak, tak, nawet pozornie niekorzystne zmiany mogą się okazać prezentem od losu. A już jak się ma taką niezawodną babcię (źródła zbliżone do dobrze poinformowanych mówią, że autor sportretował tu własną matkę), to można i góry przenosić, i wiedźmi rodzaj tępić, by nie zaszkodził już nigdy żadnemu dziecku.

Wiedźmy wystawia Teatr Lalka, i robi to - jak to Teatr Lalka ma w zwyczaju - doskonale. Artystów Lalki i Roalda Dahla łączy podobny stosunek do dzieci - chęć rozerwania ich w sposób dostosowany do małych gustów i nienachalna edukacja w zakresie sztuki i, ujmijmy to górnolornie, trudno - życia. Nie da się uniknąć porównywania opowieści Dahla i spektaklu; choć różnią się nieco szczegółami treści i portretowaniem niektórych postaci (babcia książkowa, na ten przykład, nie ma ADHD. A teatralna troszkę jakby miała), to wymowa całości jest podobna: z bliskimi to choćby konie kraść. Wróć, poprawka: z bliskimi to choćby czarownice niszczyć.

Co jeszcze kocham w teatrach dla dzieci w ogólności, a w Teatrze Lalka w szczególności, to ta cudowna teatralność właśnie, te lekko przesadzone gesty, wybujała intonacja, te przyciężkawe i jakby umowne stroje; tego mi brakuje w moich dorosłych teatrach, gdzie często próbuje się imitować życie tak wiernie, że gdzieś znika poczucie zawieszenia między życiem a teatrem, a którego chce się czasem zakosztować.

Na koniec wieści z innej beczki (z tej spóźnionej). W tym sezonie już na to za późno, ale w przyszłym obowiązkowo zabierzcie swoje dzieci (a w przypadku braku własnych skombinujcie jakieś cudze) na wywołującą zawrót głowy Opowieść wigilijną. Staroświecka story z natrętnym morałem? Nic podobnego - nie w Lalce! O tym już za jedenaście miesięcy. (Czy wygrałam może konkurs na najwcześniejsze rozpoczęcie przygotowań do Bożego Narodzenia?).

PS Powyższy wpis zapewne jest pełen niedoróbek, ale dziś już mi wybaczcie, popoprawiam popołudniem.      

czwartek, 27 stycznia 2011, agawa79

Polecane wpisy

  • Dzień Walentego - Teatr Powszechny

    Lista powodów, dla których kocham Iwana Wyrypajewa, jest długa. Najbardziej kocham go za "Lipiec". Potem za twórcze wykorzystanie Gruszki. A następnie

  • Teatr Lalka - Buratino i nie tylko

    Moi drodzy, jeśli jesteście na Facebooku i jeśli bliska jest Wam idea wprowadzania dzieci w świat dobrego teatru, to bardzo proszę o zajrzenie na stronę Teatru

  • Poszła kosmitka na 6. piętro i co z tego wynikło

    Zrządzenie losu zawlokło mnie wczoraj na szóste piętro Pałacu Kultury, wprost w komercyjne objęcia spektaklu "Zagraj to jeszcze raz, Sam" Allena. Głów

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/01/27 00:21:01
A ja, jak czytam o ksiazce to co piszesz, bo widac moja znajomosc literartury dzieciecej lezy ;-) to mysle ze jednak spektakl zostawilby we mnie niedosyt :-) ale, ale.... Sztuka byla dla dzieci i nalezy w recenzji dodac, ze dzieci bawily sie znakomicie. Ich smiech i okrzyki bezcenne! No i lalka Ma wierna fanke. Jak zaproponowalam tym razem inny teatr to padlo - a dlaczego nie Lalka? :-)
-
2011/01/27 09:11:51
Wiedzmy nastepne na liscie mojego niewyzytego Dahlowo syna, do kazdej ksiegarni musi wejsc, by sprawdzic, co Dahla maja. Maniakalnie sledzi jego strone internetowa i placze rzewnymi lzami, ze R. Dahl nie zyje. To jest zyciowa niesprawiedliwosc, bo gosc super pisarzem byl, dla doroslych tez, niezmiennie od lat bawi mnie Wuj Oswald. A jego duet z Quentine Blake´em to perelka perelek i palce lizac. Do teatru zatem sie udamy. Bede polecam Twits, czyli Fleje, ale to juz wiesz od kilku lat. Dlaczego Dahla nie ma na liscie szkolnych lektur?
-
agawa79
2011/01/27 15:56:06
Iwka, to nawet nie jest niedosyt, tylko poczucie obcowania z dwoma odrębnymi bytami; odrębnymi z konieczności, skoro posługują się tak zupełnie odmiennymi środkami. Ale łączy je przecież i zestaw postaci, i przesłanie, i to, że obu szkoda byłoby nie znać. :) Pierwsze wrażenie po obejrzeniu sztuki na podstawie przeczytanej książki to zawsze będzie wyliczanie niedostatków tego pierwszego w porównaniu z drugim - swoją drogą, jakie to ciekawe, że rzadko kiedy jest odwrotnie! Jakoś nie myśli się i nie mówi o tym, czego brakowało książkom w porównaniu z ich ekranizacjami czy scenicznymi adaptacjami.
O tym, że mam napisać o aktorach, pamiętam, tylko zastanawiam się, czy to nie powinien w ogóle być osobny wpis. Rozważam opcje. :)

Ag_ag, u nas młody też zawsze podkreśla, że to jego Ulubiony Autor. "Fleje" znamy, ofkors, tylko u nas nazywa się to "Państwo Głuptakowie", bo się pospieszyłam i kupiłam dzieciom stare tłumaczenie, a dla siebie oryginał. Fajne, ale wcale nie jestem zwolenniczką poglądu, że starsze wydania książeczek Dahla górują nad nowymi; mam wrażenie, że stare, choć urocze, zawierają zbyt dużą dawkę tłumacza w tłumaczonej książce (jeśli wiesz, co chcę powiedzieć ;)). Pytanie o brak Dahla na liście lektur - trafne; skoro jest tam np. odwieczny Dolittle, to i Dahl by się nadał. Niby teraz nauczyciele mają wolniejszą rękę w doborze lektur, ale pozwolę sobie cynicznie zauważyć, że w układaniu obowiązkowej listy zapewne biorą pod uwagę przede wszystkim zasoby lokalnej biblioteki. No ale ten blogasek jest między innymi po to, żeby do czytania Dahla zachęcać wszystkich, którzy jeszcze tego nie robią. A kto wie, kto pod wpływem tej notki postanowi przeczytać Dahla swoim dzieciom/ wnukom/ uczniom/ wychowankom i co z tego czytania potem wyniknie. :)
-
agawa79
2011/01/27 16:10:52
grono.net/uok/topic/16919441/sl/roald-dahl/ - a jednak chyba Dahl zdarza się w lekturach szkolnych!
-
izabella_g
2011/01/27 18:44:17
Moje dzieci jeszcze nie do końca w wieku nadającym się do recepcji dahla, więc nie muszę czytać o wiedźmach z dziąsłami jak surowe mięso:).
A ten tytuł BFO to na pewno tak brzmi? Bo wygląda mi to na jakąs hybrydę polsko -angielską, ale może się mylę.
-
agawa79
2011/01/27 19:09:07
Izabello, ale możesz poczytać sobie. :) Uwielbiam Dahla za to, że nie nudzi dorosłych. Nie wiem, w jakim wieku masz dzieci, ale myślę, że "Krokodyla olbrzymiego" można z czystym sumieniem przeczytać trzylatkowi. "BFO" to jest Bardzo Fajny Olbrzym - skrót średnio wygodny do wymówienia, ale książeczka, jak to mówią, urocza. To jest nowa wersja "Wielkomiluda", przetłumaczonego dawno temu przez Kłobukowskiego.

No i dopiero teraz zobaczyłam, że przerobiłam brzoskwinię na dynię, poprawiam ten lapsus czym prędzej. ;)
-
Gość: http: kacikzksiazkami.blogspot.com , *.wroclaw.mm.pl
2011/02/02 00:11:00
hmmm, po przeczytaniu Twojej recenzji mam wrażenie ,że książka Dahla ma w sobie coś z filmów Burtona..Uwielbiam taki typ literatury dziecięcej...o ile można taką literaturę nazwać dziecięcą... :)
-
agawa79
2011/02/02 10:08:14
Skojarzenie trafne, aczkolwiek pozwolę sobie zauważyć, że biorąc pod uwagę chronologię, jest dokładnie odwrotnie: to filmy Burtona mają coś wspólnego z książkami Dahla. ;)
Ot, chociażby: www.imdb.com/title/tt0367594/
Pozdrawiam :))))