stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog > Komentarze do wpisu
Dzień Walentego - Teatr Powszechny

Lista powodów, dla których kocham Iwana Wyrypajewa, jest długa. Najbardziej kocham go za "Lipiec". Potem za twórcze wykorzystanie Gruszki. A następnie - za umiejętność pisania o sprawach bolesnych i smutnych w taki sposób, żebym mogła w teatrze poprzewracać się ze śmiechu.

Oto, czym się ubawiłam podczas "Dnia Walentego" w Teatrze Powszechnym. Trójkątem miłosnym się ubawiłam, nieszczęściem trojga ludzi się ubawiłam. I to, o wstydzie, po pachy.

Walenty to mężczyzna (choć "mężczyzna" sugeruje pewną siłę charakteru, mówmy może zatem o osobniku płci męskiej), który stał się miłością życia aż dwóch kobiet, rywalizujących o jego względy latami. W naszym kręgu kulturowym jest to, jakby nie liczyć, o jedną kobietę za dużo. Walenty zmarł w wieku czterdziestu lat, i odtąd w mieszkaniu jego żony, Katii, zamieszkała jego wieloletnia kochanka, Wala. Ironia losu? To dopiero początek. Wala będzie wykupowała kolejne skrawki mieszkania Katii, Katia będzie piła, grała na akordeonie i co roku w urodziny Wali będzie próbowała sprzedać jej strzelbę, niegdyś należącą do Walentego. Strzelbę, która w zgodnie z regułą Czechowa w stosownym momencie wystrzeli (ale nie powiem wam, w czyim kierunku). Kolejne spędzone razem lata dwie kobiety spędzą na licytacjach, która z nich znała go lepiej - prawowita żona, czy młodzieńcza miłość, Wala.

Czemu Walenty nie poślubił Walentyny, ale Katię, wyjdzie na jaw po latach. W każdym razie nie wziął za żonę tej, ku której wyrywało mu się serce, a za to zdecydował się na życie przy boku dość mu obojętnej Katii. Zdecydował się to trochę za mocno powiedziane - Sławomir Pacek jest znakomity w roli pimpusia nie przejawiającego  najmniejszych oznak bycia zdolnym do podejmowania decyzji. Ot, gdzie go rzuciło, tam zostawał, i przez lata dręczył dwie kobiety, nie potrafiąc zdecydować, z którą z nich chce być. Z Katią było mu wygodnie - miała mieszkanie, codziennie podawała mu na stół zupę, była. Kapitalnie skonstruowano i zagrano scenę, w której widzimy ewolucję stosunków małżeńskich Katii i Walentego - co wieczór Katia podsuwa mu pod nos ciepły obiad i gazetę, w pierwszych dniach i latach robi to z czułością, miłością i niedowierzaniem, że udało jej się zdobyć kochanego od lat skrycie mężczyznę. Potem czułość przechodzi w rutynę, obojętność, w końcu złość i gniew, a talerz i gazeta lądują na stole z furią, nie wiadomo, czy Katia ma poczucie obowiązku, które każe jej nakarmić męża, czy też może wykorzystuje okazję do pokazania mu, jak bardzo go nie znosi. Walenty jest przy tym idealnie nijaki; jedynym magnesem, który może tak bez reszty przyciągać do niego dwie niegłupie, pełne temperamentu kobiety, jest prawdopodobnie fakt, że żadna z nich nie może go tak naprawdę mieć. 

Przez wszystkie lata wspólnego życia z Katią Walenty spotyka się potajemnie (jak sądzi) z kobietą swojego życia - a przynajmniej z tą, która mu się kobietą życia wydaje. Wygodna sytuacja - ona daje mu poczucie, że jest ważny, że jest ktoś, kto za nim tęskni, kto czeka na spotkanie z nim... a przy okazji nie musi wywracać swojego świata do góry, żeby związać się z nią na stałe, ba, oboje wierzą, że chcą być tylko i aż kochankami - bo wtedy on może za nią tęsknić, a ona może na niego czekać i mieć nadzieję. Życie oszczędza mu jednak dramatu podjęcia męskiej decyzji i elegancko usuwa go z tego świata.

Nastrój "Dnia Walentego" jest jednocześnie ironiczny i ciepły, co z jednej strony ratuje widza przed melodramatyzmem, a z drugiej - przed gwałtownym zderzeniem z goryczą losu.  Autor drwi sobie ze wszystkich, nie oszczędza nikogo - pana niezdecydowanego, miotającego się między dwiema kobietami, gotowymi powydrapywać sobie nawzajem oczy w walce o niego; nie oszczędza dwóch nieszczęśnic, które w swej ślepocie nie widzą, że obiekt ich wzajemnej zazdrości niewiele ma każdej z nich do zaoferowania; przemyca też kpinę z pewnego rodzaju patriotyzmu i tęsknoty za przeszłością (Michaił Gorbaczow pojawia się nawet w quasi-erotycznych snach młodej Katii) i wiary w wielkość Rosji (zobaczyć starą Katię w kombinezonie kosmonauty i umrzeć!).

Całkiem mi się podobały scenograficzne nawiązania do motywów z Chagalla, pojawiających się w "Dniu Walentego". Pożyczam ze strony Teatru Powszechnego dwa zdjęcia - musicie zobaczyć lot nad Witebskiem:

lot 

i iście chagallowską scenę ślubną:

slub

Elżbieta Kępińska w roli Walentyny jest krucha i subtelna; z jednej strony pogodzona z losem i tym, jak jej się w życiu ułożyło, a z drugiej -  pełna goryczy wobec Katii, z którą dzieliła miłość do Walentego, a której teraz po kawałku odbiera mieszkanie i wartość wspomnień ze wspólnego życia Katii z Walentym. Katię sprzed lat i Katię po latach grają Paulina Holtz i Joanna Żółkowska - pod każdym względem urocze w pijackich zaczepkach, w wyrachowanej uprzejmości wobec Wali, z przekomiczną wadą wymowy ("kuwwa" i "piewdolę", że pozwolę sobie zacytować), symetryczne w pozornym zwycięstwie nad rywalką i w staczaniu się po równi pochyłej, kiedy okazało się, że życie z Walentym nie jest tym, czym być miało, a życie po Walentym nabierało rumieńców tylko w chwilach, kiedy można było ponaigrawać się z dawnej rywalki. Śmieszne jest to wszystko okropnie, ale ta bezradność całej trójki wobec wydarzeń i własnych wyborów mocno porusza. Stworzyłam sobie taką kategorię "spektakl-bumerang" - wrzucam do niej przedstawienia wracające do mnie jeszcze długo po obejrzeniu. "Dzień Walentego" wraca. 

środa, 07 marca 2012, agawa79

Polecane wpisy

  • Poszła kosmitka na 6. piętro i co z tego wynikło

    Zrządzenie losu zawlokło mnie wczoraj na szóste piętro Pałacu Kultury, wprost w komercyjne objęcia spektaklu "Zagraj to jeszcze raz, Sam" Allena. Głów

  • Sztuka ulicy po raz ostatni

    Sztuka Ulicy w tym roku wypadła średnio. Nie wiem, czy miałam pecha, wybierając przedstawienia, czy rzeczywiście poziom był niższy, ale tegoroczne wrażenia to j

  • Sztuki ulicznej ciąg dalszy

    Francuska grupa Compagnie Antipodes zatańczyła w fontannie na Placu Grzybowskim. Ten krótki spektakl "Ostatnie rendez-vous" opowiada o trudach bycia r

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Szaraiwka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/03/07 22:45:38
Tak mi sie cos widzi, ze pisalas to z dedykacja dla jednego Walentego.
-
agawa79
2012/03/07 23:16:05
To jest po prostu bardzo życiowa historia.