stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Blog > Komentarze do wpisu
Poszła kosmitka na 6. piętro i co z tego wynikło
Zrządzenie losu zawlokło mnie wczoraj na szóste piętro Pałacu Kultury, wprost w komercyjne objęcia spektaklu "Zagraj to jeszcze raz, Sam" Allena. Głównego bohatera, neurotycznego hipohindryka intelektualistę, rzuca żona, więc para jego najlepszych przyjaciół postanawia go wyswatać. Wokół tych poszukiwań toczyć się będzie nierównym rytmem akcja.

W tym miejscu miałabym ochotę rozpisać ankietę pt. "O czym myślimy, kiedy myślimy o Allenie". Zabawny? Lekki? Ironiczny? Zakochany w sobie? A może banalny, prymitywny, przewidywalny? Czy jeszcze coś innego?

Nie wątpię, że wyznawcy Allena bawiliby się świetnie. Co ja mówię, przecież widziałam i słyszałam, że wyznawcy Allena bawili się wczoraj znakomicie. Niestety, moje poczucie humoru rozjeżdża się z allenowskim dowcipem. Niby wiem, które miejsca są przewidziane przez autora na śmiech, a jednak... jakoś nic się ze mnie nie wydobywa. Zwłaszcza przy finezyjnych dowcipach o gwałcie. Boki zrywać, proszę państwa. Po szczery śmiech, najlepiej taki z drugim i trzecim dnem, jednak udam się gdzie indziej.

Rozpisałabym też chętnie ankietę pt. "Po co chadzamy do teatru?". Powiem Wam, po co ja do teatru NIE chadzam.

W głównej roli (Allana, prawie jak Allen, żebyśmy nie mieli wątpliwości, kim jest alter ego postaci) występuje (już z rozpędu chciałam napisać, że gra, po czym wykasowałam to poświadczenie nieprawdy) Kuba Wojewódzki.

A ja otóż nie chodzę do teatru, żeby zobaczyć, jak wypadnie na scenie pan z telewizji, ponieważ z telewizją kontakt mam wybitnie rzadki, a jeśli już coś oglądam, to to raczej nie jest Narcyz Wojewódzki. Nie interesuje mnie, kim w życiu prywatnym jest Wojewódzki ani czy Wojewódzki ma dystans do Wojewódzkiego, skoro się zgodził wygłupić na deskach teatru. Na Wojewódzkiego najczęściej natykam się w "Polityce"; jego rubrykę czytam nie bez przyjemności, ale chyba jednak brakuje mi biegłości w czytaniu Pudelka, żeby wszystkie dowcipy docenić i zrozumieć. Do czego zmierzam: facet na scenie, który jest kimś tam w innych mediach, a który kompletnie nie umie grać, jest dla mnie męczący, i jego (sztuczny oraz na pokaz, jeśli chcecie znać moje zdanie) dystans do siebie takoż. Mnie w ogóle nie interesuje, kim prywatnie są osoby występujące na scenie, ja chcę tylko, żeby dobrze grali. A jedynym aktorem z porządnym warsztatem jest tam Żebrowski - pan dyrektor jako jedyny się postarał, choć może nie musiał aż tak bardzo, otoczony drewienkami. Małgorzata Socha, piskliwa, rozwrzeszczana, z marną dykcją i z jedną, przysięgam, jedną miną, zainspirowała mnie do poszukania w słowniku żeńskiej formy słowa "aktorzyna". Anna Cieślak przynajmniej próbowała wykrzesać z siebie trochę kunsztu aktorskiego, choć szkoda, że na próbach się skończyło.

Najgorsze w tym spektaklu jest to, że między aktorami nic się absolutnie nie dzieje, są na scenie obok siebie, ale nigdy razem, i nawet Żebrowski próbujący posklejać całość do kupy, nie odnosi sukcesu.

Chyba, że mowa o sukcesie komercyjnym - tu się zgodzę, sukces został odniesiony w stu procentach. Teatr trzeszczał w szwach, wejściówki skończyły się na długo przed ostatnimi chętnymi. A ja się zastanawiam, gdzie w tym spektaklu jest magnes i dlaczego ja nic o tym nie wiem.

Brawa na stojąco uskutecznione przez jakieś pięćdziesiąt procent publiki, zapisuję do zaskoczeń kwartału.

piątek, 02 marca 2012, agawa79

Polecane wpisy

  • Dzień Walentego - Teatr Powszechny

    Lista powodów, dla których kocham Iwana Wyrypajewa, jest długa. Najbardziej kocham go za "Lipiec". Potem za twórcze wykorzystanie Gruszki. A następnie

  • Sztuki ulicznej ciąg dalszy

    Francuska grupa Compagnie Antipodes zatańczyła w fontannie na Placu Grzybowskim. Ten krótki spektakl "Ostatnie rendez-vous" opowiada o trudach bycia r

  • Festiwal Sztuka Ulicy uważam za rozpoczęty!

    Ciemny wieczór, mało rozrywkowa dzielnica miasta stołecznego. Wieczór zupełnie nielipcowy, choć lipcowy: z nieba spadają coraz gęściej strugi zimnego deszczu, t

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jasox
2012/03/02 13:51:35
super, że wróciłaś,
już się cieszę na recenzje z baletu :)
Ale zmiażdżyłaś 6 pietro; dzięki, teraz mam trochę mniejsze wyrzuty sumienia, że koncentruję się na filmach i książkach ;)
-
agawa79
2012/03/02 16:08:35
Witaj Jasox, jak się cieszę, że Cię widzę. :) Ja do Ciebie czasem zaglądam i po cichu podziwiam to, jak piszesz. :)

6. piętro to taki teatr, jakiego akurat nie lubię i nie szukam - śmiech bez drugiego dna, pusta wydmuszka, guma do żucia dla umysłu dla niewymagających widzów tefałenu. Mimo tego, że nie pisałam długo z powodów wymienionych w komentarzu pod poprzednim, o zgrozo lipcowym, wpisem, to jednak sporo oglądam i czytam i stwierdzam, że naprawdę jest co robić w Warszawie bez zawracania sobie głowy takim szajsem. Z takich rzeczy teatralnych, które, jak sądzę, spodobałyby Ci się, wymienię choćby "Skarpetki opus 124" czy "Gran Operitę" (o Wierze Gran) we Współczesnym, "Dzień Walentego" w Powszechnym, "I przejdą deszcze" czy "Wesele Figara" w Wielkim. I wiele innych. Powstało fajne muzeum sztuki współczesnej, są ciekawe rzeczy w CSW, Zachęcie. Z książek, które zrobiły na mnie wrażenie ostatnimi czasy, wymienię "Korczaka" Olczak-Ronikier (byłam nawet na spotkaniu z autorką w DSH), "Nocnych wędrowców" Jagielskiego, "Dziewczynka w zielonym sweterku" (o ile wartość literacka jest dyskusyjna, o tyle sama historia przeszywa mnie dreszczem), "Bóg śpi" o Edelmanie, czy, z zupełnie innej działki, "Koty z wyspy Iriomote" - okazuje się, że na jednej z najbardziej na południe wysuniętych japońskich wysp, które zresztą kulturowo bliższe są Chinom, żyje endemiczny gatunek dzikiego kota, a jego zwyczaje ciągle są tajemnicze i mało znane ze względu na trudności techniczno-logistyczne, jakie napotykają obserwatorzy. Jest co robić. Ach, no i kino - ostatnio jakoś sypnęło dobrymi filmami, "Rzeź", "Artysta", "Tydzień z Marilyn" (cudooooo). Chciałabym bardzo się podzielić wrażeniami z nich wszystkich; czy dam radę - to się okaże. Ale będę się starać.

Pozdrawiam przenajserdeczniej! :)
-
mdl2
2012/03/02 22:29:07
Dziel się wrażeniami częściej, koniecznie!
-
agawa79
2012/03/02 23:52:30
Sama chcę wierzyć, że mi się uda. Bo duch wprawdzie ochoczy, ale ciało czasem trudno zmusić. ;)
-
Gość: Ysabell, *.lodz.mm.pl
2012/03/03 10:55:38
Miło Cię znów czytać. :)

O ile filmy Allena lubię, kiedy on sam nie pojawia się tam wcale, albo pojawia w roli trzecioplanowej, o tyle już kogoś grającego Allena (w sensie tę postać wzorowaną na nim, co to wszyscy wiedzą, że to Allen) nie znoszę. To po prostu nie wychodzi. Pomijając już nawet fakt, że na wzmiankę o Wojewódzkim w teatrze prawdopodobnie uciekłabym z krzykiem...

To nie to, że ja nie lubię chodzić do teatru tylko dla śmiechu, ale żeby coś było śmieszne musi być dobrze zagrane. Bo jednak teatr to dla mnie przede wszystkim kwestia aktorów.

A tak zupełnie na marginesie, Żebrowski dobry jest i żal go na taką szmirę...
-
2012/03/03 19:56:19
Fajnie, że piszesz ;) choćby dlatego warto było, żebyś zobaczyła tego nieszczęsnego Wojewódzkiego ;)
-
2012/03/03 20:12:50
Witam,
w imieniu Teatru Powszechnego w Warszawie uprzejmie proszę o kontakt (k.musial@powszechny.art.pl).
Pozdrawiam serdecznie,
Karolina Musiał
-
agawa79
2012/03/03 21:30:32
Ysabell, zgadzam się ze zdaniem, że aby coś było śmieszne, to musi być dobrze zagrane. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że dobry aktor może pomóc nie najlepszej sztuce i nadać jej sens, którego może nawet sam autor nie przewidział. Myślę, że taka np. "Shirley Valentine", która nie jest wszak sztuką wybitną, odegrana przez Jandę nabiera mocy i porywa publiczność do działania i zmian.

A Żebrowski to właściwie dlaczego zdecydował się na prowadzenie własnego teatru? Mnie on baaaardzo pasuje do repertuaru Teatru Narodowego, ma jakąś taką aurę ;). No i dobry jest, aż się prosi o obsadzanie go w ambitniejszych rolach.

Jasmeen, widzę, że Ci się tryb Polyanny włączył. ;) Nie, no, już dłużej bez blogaska nie mogłam. ;)