stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kategorie: Wszystkie | Film | Inne | Książka | Muzyka | Teatr
RSS
poniedziałek, 10 maja 2010
Wystawa "Album żydowski" Wisny Lipszyc
Wczoraj w podziemiach katedry św. Floriana w Warszawie odbyło się otwarcie wystawy "Album żydowski" autorstwa Wisny Lipszyc, polskiej malarki żydowskiego pochodzenia, tworzącej m.in. w technikach malarstwa olejnego i tempery. Na wystawie obejrzeć można ok. 160 obrazów ukazujących historię narodu żydowskiego pędzla Wisny Lipszyc. Artystka malowała sceny biblijne ze Starego i Nowego Testamentu, sceny historyczne, np. z czasów okupacji i wojny z Rzymianami, portrety wielkich postaci związanych z narodem żydowskim, przedstawiała życie codzienne, religijne i zawodowe Żydów, nie pominęła w swojej twórczości bolesnego tematu zagłady Żydów podczas II wojny światowej.

Malarstwo Wisny Lipszyc nie jest awangardowe, nowoczesne, abstrakcyjne. Malarka mówi własnym głosem o sprawach dla niej ważnych. Jak pisze Wojciech Skrodzki w katalogu wystawy: "Dla przedstawianych przez siebie treści Artystka odnalazła zupełnie oryginalny i osobisty sposób artykulacji plastycznej, będący ni realizmem, ni powtórką którejś z funkcjonujących w sztuce stylistyk figuratywnych". Od siebie dodam, że mnie sztuka Lipszyc przywodzi na myśl skojarzenia z Chagallem w nieco smutniejszym i bardziej dosłownym wydaniu.

Autorka "Albumu żydowskiego" musiała pokonać wiele trudności, zanim udało się jej wystawić "Album w całości". Latami zwracała się z prośbą o pomoc w realizacji przedsięwzięcia do różnych instytucji kulturalnych; niestety, bezskutecznie. Wystawienia prac odmówiło jej m.in. Muzeum Sztuki Nowoczesnej (skomentowała tę odmowę następująco: "Ale nie jestem nowoczesna") oraz Muzeum Narodowe ("Nie jestem narodowa"). Dopiero spotkanie z księdzem Wojciechem Lipką niespodziewanie przyniosło przełom: wystawę otworzono w tzw. dolnym kościele katedry św. Floriana na warszawskiej Pradze. Wisna Lipszyc ciepło pisze o księdzu w katalogu: "To on jest Orędownikiem i Pośrednikiem: uzyskał zgodę Księdza Arcybiskupa Henryka Hosera SAC na zorganizowanie wystawy w Jaskini. Ale to nie jest Jaskinia Lwów, ale Jaskinia Zrozumienia, że nawet ludzie, którzy tak bardzo się różnią widzeniem rzeczywistości - mogą wspólnie coś zrobić, jeżeli jest dobra wola".

Otwarciu wystawy towarzyszył koncert chóru Clil, jedynego amatorskiego chóru żydowskiego w Polsce. Jak na amatorów wypadają jednak bardzo profesjonalnie, a pieśni w języku hebrajskim i jidysz w ich wykonaniu słuchało się z prawdziwą przyjemnością.

Oto jeden z obrazów Wisny Lipszyc. Zachęcam do obejrzenia wystawy, trwa ona do końca maja.


10:40, agawa79 , Inne
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 03 maja 2010
Japoński (podobno) Dzień Dziecka
Modelowy przykład tego, jak nieudolną organizacją zarżnąć świetny pomysł.

Krótki długi weekend spędziłam w Krakowie z czteroletnią córką. Zmęczona obcym tłumem w miejscach oczywistych (takich jak Rynek, Planty i Wawel, które trzeba wszak pokazać komuś, kto za świadomego życia w kulturalnej stolicy Polski nigdy nie był) wmieszałam się w tłum tubylców i poszłam z przyjaciółmi do Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Wczoraj odbywał się tam Japoński Dzień Dziecka, który rozczarował mnie niemal równie mocno, co wydarty tubylcom przez najezdnych Kraków. *

Przybyłe na miejsce dzieci nie miały okazji zorientować się, że uczestniczą w dniu kultury akurat japońskiej. Zabrakło moderacji wydarzenia, jakiegoś wprowadzenia w klimat czy historię. Aby wziąć udział w jednej z nielicznych atrakcji, należało odstać dobre kilkanaście minut w kolejce. I tak stało się po własne imię wypisane po japońsku (o tym, jaki to język, dzieci musiały zostać poinformowane przez opiekunów), po wymalowanie na twarzy japońskiego słowa, do stołu, gdzie dzieci mogły własnoręcznie pokolorować wachlarze, nie sposób było się dopchać, a warsztaty tańca prowadzono w ciemnej głośnej sali, więc młodsze dzieci uciekały stamtąd przestraszone. Prawdziwy entuzjazm wzbudziły w dzieciakach jedynie puszczane na zewnątrz bańki mydlane. Ogólne wrażenie to jedynie chaos, gorąco i znudzenie. Podobno co roku historia się powtarza, więc gdyby ktoś zabłądził w okolice rzeczonego muzeum, to uprzedzam, że najbardziej interesujący jest sam budynek, szczególnie zaś oryginalna fontanna, której dno tworzy mozaika z rzadko ułożonych kamieni.
---
* W Krakowie byłam nie raz, nie dwa i nie trzy. Nigdy wcześniej nie przygnębił mnie aż tak ten wielojęzyczny tłum, zaliczający kolejne atrakcje według trzymanych w rękach przewodników. Być może zawsze Kraków był pozbawiony tak zwanej atmosfery, ale w młodzieńczym entuzjazmie i zachwycie architekturą tego nie dostrzegałam. Ale może jednak trafiłam na eskalację tłumu i wcześniej nie słyszało się pań opiekujących się Kościołem Mariackim, które podniesionym głosem mówiły do turystek: "Pani bierze na własne sumienie, żeby nie przeszkadzać modlącym się". Dla jasności - to nie ja byłam tą potencjalnie przeszkadzającą turystką. A i tak poczułam się w tym miejscu niechciana.
20:24, agawa79 , Inne
Link Komentarze (4) »