stat4u Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Kategorie: Wszystkie | Film | Inne | Książka | Muzyka | Teatr
RSS
wtorek, 22 września 2009
Gra o tron
Do dupy z taką książką. Mówię o "Grze o tron" George'a RR Martina. Przez tydzień człowiek ani obiadu nie ugotuje, ani z rodziną nie porozmawia, ani do kina nie pójdzie, tylko siedzi, leży lub stoi i czyta. A ile przystanków komunikacji miejskiej przegapi, to strach liczyć. I oprócz czytania człowiek ten nie jest w stanie zrobić niczego innego, bo go wessało, na amen. A tu, psiakość, jeszcze kolejne tomiszcza z tego cyklu czekają, o podobnej objętości; znowu będzie jakiś miesiąc wyrwany z życiorysu.

Z "Grą o tron" najbardziej kojarzy mi się słowo "rozmach". Rozmach w budowaniu świata, chociaż elfów i krasnoludów typowych dla fantasy tutaj brak, zaś smoki występują w ilościach śladowych, rozmach w budowaniu postaci, z których żadna nie jest czarna ani biała, za to wszystkie są smakowite, rozmach w przeplataniu wielu wątków, urywaniu ich w najciekawszym momencie, a wszystko po to, żeby człowiek nie mógł się oderwać od książki. Mogę się głupio i niekonstruktywnie pytać, po co ja to kupowałam oraz czy mi źle było przez tych ostatnich kilka lat, kiedy nie czytałam fantasy, ale wszystko to na próżno i za późno. Nie spocznę póki nie poznam całej sagi*. Czego i wam życzę.

* Wikipedia i inne źródła zbliżone do dobrze poinformowanych głoszą jakieś horrory, że saga jeszcze nieskończona.
sobota, 19 września 2009
Moja droga B.
Jak się nietrudno zorientować z innych wpisów, mam słabość do Jandy. Daleko mi co prawda do pań w różnym wieku, które na jej forum wypisują jakieś bzdety o tym, że jest światłem ich życia oraz lekiem na całe zło, niemniej jednak Janda mnie prawie-że fascynuje.

I tak w ramach tej prawie-że fascynacji sięgnęłam po jej książkę "Moja droga B.", wydaną kiedyś tam przez WAB, a kupioną przeze mnie za grosze na Allegro. Aż dziwne, że to za takie grosze chodzi, bo książka jest rewelacyjna. Powtarzam, re-we-la-cyj-na. Nie jest to jakaś wielka literatura, ziemia się nie rozstępuje z wrażenia, prawd objawionych Janda tam nie głosi. Ale wszystkie te historyjki, anegdotki i przemyślenia są opisane bardzo lekko, dowcipnie, z dużym zmysłem obserwacyjnym. Historyjka o włoskiej żonie, która kryła się przed mężem z paleniem, a potem coś w niej pękło i wyemancypowała się tak, że mąż zamiatał podłogę, kiedy ona spokojnie sobie obok dymiła - jest cudna, wysmakowana i opowiedziana tak, jakby się samemu podglądało ten włoski balkon. Z kolei opowieść o kocie, który zasmrodził jednej pani cały samochód, sprawiła, że w metrze parsknęłam jakiejś pani w twarz, całe szczęście, że to już była moja stacja. A cała książka składa się z takich miniaturowych szkiców, z których każdy zawiera jakieś urzekające szczegóły, pamiętane potem długo.

Czytałam tę książkę wszędzie, robiąc kawę, kręcąc hula hoop, idąc ulicą, ba, nawet spod prysznica do niej zerkałam. Uwiodło mnie emanujące z niej ciepło. Założę się, że w zimną noc można by ją włożyć pod kołdrę i się ogrzać.
piątek, 18 września 2009
Rauska
Książek wspomnieniowych o losach Polaków podczas II wojny światowej jest wiele. Pełne są łez, krzywdy, żalu, poczucia niesprawiedliwości.

"Rauska" Teresy Oleś-Owczarkowej pokazuje wojnę z perspektywy ludzi wywiezionych na przymusowe roboty do Niemiec. Spojrzenie to niezwykłe, bo całą historię opowiada nam dziewczynka, na początku niespełna dziesięcioletnia, która zupełnie nie rozumie, czemu wszyscy wokół niej się smucą na wieść o podróży, która jej samej wydaje się bardzo ekscytująca. Przecież będą jechać pociągiem! Jak wielcy państwo!

Kiedy Alusia wraz z rodzicami i siostrami dociera do tytułowej Rauski, szybko przyzwyczaja się do ciężkiej pracy i surowych warunków. Przyjmuje wszystko naturalnie, wiele rzeczy usprawniających gospodarstwo chce w przyszłości mieć u siebie w domu. Zaprzyjaźnia się z Niemką, u której pracuje - z czasem "Szefowa" staje się jej bliższa niż matka. W Niemczech, z dala od frontu, Alusia dojrzewa i dzień, w którym musi wrócić do Polski, jest dla niej dramatem, wyrwaniem z dotychczasowego życia, oddzieleniem od niemieckiego chłopca, z którym się spotykała, oderwaniem od wszystkiego, co zdążyła pokochać.

Książka ma jedną wadę, jest zdecydowanie za krótka. Czyta się ją wartko i ze zdumieniem, jak odmiennie dziecko może postrzegać tragedię dorosłych, tragedię całego narodu. I że - możliwa była przyjaźń z Niemcami w czasie wojny. Potrzebne są takie lektury w czasach, kiedy animozje polsko-niemieckie wciąż bywają nazbyt żywe.